O życiu

Lucinda Riley urodziła się w Irlandii i pierwsze sześć lat życia spędziła w małej wiosce Drumbeg. Gdy dziewczynka miała iść do szkoły – razem z rodzicami przeniosła się do Anglii. Była bardzo aktywnym dzieckiem. Kiedy akurat nie czytała, czy nie miała lekcji baletu, Lucinda przebierała się w stare suknie balowe swojej mamy i przeobrażała się w księżniczkę. Wymyślała sobie jakąś historię i w niej żyła. Sama autorka mówi, że „od tamtej pory niewiele się zmieniło”.

Ojciec Riley pracował za granicą, więc bardzo dużo czasu spędzał poza domem. Tak jak w opowieściach o siedmiu siostrach dziewczynki czekały na Pa Salta, tak i Lucinda czekała na tatę razem ze swoją siostrą. Był on człowiekiem bardzo skromnym i mądrym człowiekiem, który nauczył swoje dzieci szacunku do ludzi – zarówno do królów jak i do sprzątaczek. Niestety ojciec pisarki nagle zmarł w 2006 roku.

Mama autorki była aktorką, babcia śpiewaczką operową, a wuj był szefem oświetleniowców w Operze Królewskiej w Covent Garden. Aktorstwo pisarka miała więc we krwi. W szkole radziła sobie znakomicie. Nie była popularna wśród rówieśników, głównie dlatego, ze wolała muzea, niż nocne kluby.

Przez kolejne lata kariera aktorska Riley nabierała tempa. Gdy w wieku 23 lat zdiagnozowano u niej wirusa Epsteina Barra, choroba na pewien czas przykuła ją do łóżka. I właśnie wtedy, Lucinda napisała swoją pierwszą książkę pt. „Loves and Players”. Razem z wydaniem książki, pisarka dowiedziała się, że jest w ciąży. I tak od tamtego czasu, co roku pisarka wydawała nową książkę i kolejne dziecko.

Siedem sióstr” (Riley Lucinda)

Jest to tytuł pierwszej części cyklu zatytułowanego „The Seven Sisters”, składającego się z siedmiu tomów, będących sagą rodzinną, w której wiele jest magii i tajemnic. Cykl opowiada o siedmiu młodych kobietach, które są siostrami, choć nie łączą ich więzy krwi. Dzieje się tak, ponieważ zostały adoptowane przez bogatego człowieka – Pa Salta. Każda z przysposobionych córek pochodzi z innej strony świata i nosi imię z jednej z mitycznych Plejad.

Pierwszy tom rozpoczyna się smutną informacją dla sióstr. Ich adopcyjny ojciec umiera. Nie życzy sobie tradycyjnego pogrzebu, chce aby pochowano go w głębinach morza. Przybrane córki pojawiają się w zameczku, gdzie mieszkał ojciec i od prawnika dowiadują się o jego ostatniej woli. Każda z nich ma możliwość poznania swoich korzeni. Tom pierwszy opowiada historię najstarszej, Mai.

Powieść urzeka od samego początku. Jest napisana eleganckim językiem. Pomysł na fabułę wydaje się być z pogranicza baśni i powieści obyczajowej z motywem historycznym w tle. Publikacje nie należy do cienkich książek, ale jak już się zacznie czytać to ciężko jest się od niej oderwać. Jest to książka idealna dla ludzi, którzy lubią powieści nietuzinkowe, pełne niespodzianek oraz z mocno rozbudowaną fabułą.

Sir James Harrison umiera, nie zdążając wyjawić swojej wnuczce pewnego sekretu. Wnuczka ta jednak, o imieniu Zoe, też wie coś ważnego – zna prawdziwą tożsamość ojca swojego syna. Odkrycie tych tajemnic mogłoby zatrząsnąć całym światem, bo dotyczą one angielskiej monarchii. Nic więc dziwnego, że niektórzy zrobią wszystko, aby wyszły one jednak na jaw. Tymczasem jedna z dziennikarek – Joanna Haslam – ma napisać artykuł o pogrzebie Jamesa i to właśnie ona, zupełnie przypadkiem, dostaje możliwość rozwiązania tych spraw. Wszystko to dzięki spotkanej na pogrzebie staruszce, która opowiedziała Joannie dziwną historię, pokazała jej pewien list i… zmarła. W tym momencie Joanna wpadła w sieć intryg na najwyższym, państwowym poziomie, z której są tylko dwa wyjścia – skandal dotyczący angielskiej władzy lub… śmierć Joanny.

Inna niż wszystkie

Polscy czytelnicy znają Lucindę Riley z serii „Siedem Sióstr” – opowiadającej o siedmiu dziewczynach wychowywanych przez ojca zastępczego. Cechą charakterystyczną serii, za którą zresztą Autorka została pokochana, jest przeplatanie się teraźniejszości i retrospekcji z przeszłości, jednak w „Sekrecie listu” prowadzenie fabuły wygląda zupełnie inaczej – jest liniowe, ograniczone do jednego okresu. Ma to swoje dobre strony (bo jest czymś innym niż pozostałe powieści Autorki), ale i złe (bo to właśnie za sprawne operowanie pomiędzy teraźniejszością a przeszłością cenią ją fani). Druga widoczna różnica w stosunku do reszty twórczości Riley to gatunek. „Sekret listu” nie jest książką obyczajową – jak np. każdy z tomów „Siedmiu Sióstr” – ale thrillerem, pełnym mrocznych zagadek, niepewności i tajemniczej atmosfery. Do najważniejszych plusów tytułu należy m. in.:

 

  • Interesująca fabuła – zróżnicowana przez intrygi, morderstwa i dynamiczne zwroty akcji;
  • Główna bohaterka, Joanna, z którą łatwo się utożsamić – przede wszystkim dzięki dobrze pokazanemu niezrozumieniu sytuacji, w jakiej się znalazła;
  • Zaskakujące i zupełnie nieprzewidywalne zaskoczenie.

Riley z innej strony

Jak więc widać, w „Sekrecie listu” poznamy Lucindę Riley z zupełnie innej strony. Jest to miła odmiana dla fanów „Siedmiu Sióstr” i innych dzieł Autorki, ale nie tylko, bo „Sekret listu” to po prostu dobry thriller kryminalny, który pochłania czytelnika od samego początku. Już od pierwszej strony zastanawiamy się, czym jest ów tajemniczy list, skoro koncentruje na sobie tak wielu ludzi? A gdy już wydaje nam się, że odkrywamy prawdę, Autorka dokonuje zwrotu akcji, który zaczyna wszystko od nowa. Z tą książką po prostu nie da się nudzić i właśnie dlatego warto po nią sięgnąć.

Ile są warte marzenia? A ile miłość naszego życia? Czy potrafilibyśmy poświęcić dla ukochanej osoby dosłownie wszystko – wraz z własnym życiem? Na te i wiele innych pytań Susea McGearth stara się odpowiedzieć w swojej książce pt. „41 dni nadziei” – opartej na prawdziwych, bardzo dramatycznych wydarzeniach z życia Richarda Sharpa i Tami Oldham.

Morze daje, morze zabiera

Richard i Tami zakochali się w sobie właściwie od pierwszego wejrzenia. Zapaleni podróżnicy ze wspólną pasją postanowili przeżyć najbliższy czas jak najpiękniej, oczywiście w swoich ramionach. Wypłynięcie w rejs na otwarty ocean nie skończyło się jednak dobrze – para wpadła w samo centrum ogromnego i porywistego huraganu. Richard – o wiele bardziej doświadczony i przewidujący najgorszy scenariusz – nakazał więc Tami, aby schowała się pod pokładem. Zaraz po tym jacht powaliła fala, pośrednio powodując utratę przytomności Tami. Po jakimś czasie dziewczyna się obudziła i odkryła, że Richarda nie ma już na pokładzie, jacht został cały zniszczony (wraz z komunikacją), a ona została… zupełnie sama na środku oceanu..

Do najważniejszych atutów „41 dni nadziei” należy:

  • Realizm. W końcu – pomimo pewnych zmian na rzecz książki (i późniejszego filmu) – jest to historia oparta na faktach, spisywana zresztą przy współudziale prawdziwej Tami, która żyje i żegluje do dziś.
  • Doskonałe połączenie warstwy survivalowej i romantycznej. Oczywiście najbardziej będzie ono odpowiadać miłośnikom żeglarstwa, jednak, zwłaszcza sądząc po pozytywnych recenzjach książki, grono potencjalnych czytelników będzie o wiele szersze.
  • Jasny i prosty język, który sprawia, że książka trafia zarówno do gustu osób starszych, jak i młodszych.

Wszystko to oczywiście w połączeniu ze wciągającą, wspaniałą i poruszającą historią.

Dokąd zmierzają bohaterowie… i my?

41 dni nadziei” to nie tylko dobra książka na kilka wieczorów, ale także, jak już wspomnieliśmy, pytania stawiane każdemu czytelnikowi: o wartość marzeń, o poświęcenie dla miłości itd. Warto więc potraktować ten tytuł nieco poważniej – właśnie jako wezwanie do refleksji nad swoim życiem. Czy aby na pewno jesteśmy dla tych, których kochamy, ludźmi dobrymi? A może więcej w nas egoizmu? A jak to jest z naszą pasją? Mamy jakąś? A może ją zaniedbujemy? Po co żyjemy? Jaki jest nasz cel? Dokąd zmierzamy?

Świetnym uzupełnieniem lektury są wywiady z Tami – udzielane m. in. w związku z premierą filmu – w których żeglarka opowiada m. in. o Richardzie, o swoich odczuciach z perspektywy czasu, a także o tytułowych 41 dniach – tyle bowiem musiała dryfować na opuszczonym jachcie, zanim dobiła do brzegu.